Filtry cząstek stałych

Stworzone po to by chronić nas przez szkodliwymi cząstkami stałymi. Filtrują prawie 100% rakotwórczych cząstek sadzy. Czy posiadają również jakieś wady?

Już w latach 90-tych media informowały nas o rakotwórczości diesli. Stare autobusy i ciężarówki, które przy ruszaniu wydzielały chmurę czarnego dymu nigdy nie były kojarzone z ekologią. Jednak dopiero w latach 90-tych stało się jasne, że nie tylko silniki benzynowe jeżdżące wtedy jeszcze na benzynie ołowiowej są bardzo szkodliwe dla ludzi: diesle są również szkodliwe.

Unia europejska nie była w swoich działaniach legislacyjnych zbyt łagodna, wprowadzone normy spalin EURO 4 a później EURO 5 zmusiły wręcz producentów do stosowania filtrów, które usuwają cząstki stałe ze spalin. Same filtry są technologią nową… a nowe technologie bywają z zasady wadliwe. Teoria ta potwierdziła się również w przypadku filtrów FAP / DPF.

NIE do miasta

Eksploatacja auta z filtrem cząstek stałych w mieście jest problematyczna w mieście na krótkich odcinkach. Filtr wymaga jazdy przez około 15 minut z prędkością obrotową silnika przekraczającą 2000 rpm. W jaki sposób osiągnąć to nie wyjeżdżając z miasta? Nie da się!

Turbina bierze olej? Szybko zabije filtr!

W turbodieslach z racji posiadania turbosprężarki często dochodzi do spalania oleju przez luźne łożyska turbosprężarki. W starych dieslach wiele ludzi jeździło z „delikatnym gwizdem pod maską”, wielu nawet uważało że to „jest normalne przy turbo”… niestety jazda z świszczącą turbiną zatka w mgnieniu oka FAP/DPF.

Mimo powyższych wad, filtr cząstek stałych jest jedynym rozwiązaniem zapewniającym dieslowi dopuszczalną dziś czystość spalin, czy pozbędziemy się tych filtrów? Nie sądzę .. zostaną raczej one ulepszone przez producentów.

2 myśli nt. „Filtry cząstek stałych

  1. Rego

    W NORMALNYCH AUTACH jak VW czy Audik filtr cząstek stałych wytrzymuje tyle samo co silnik samochodu czyli 300 000 km wymaga tylko przegonienia na autostradzie raz za jakiś czas i wszystko śmiga, w Niemczech nikt nie usuwa filtra bo mają normalne drogi i da się gdzie przegonić samochodu, Polska… tu nawet zawieszenie sypie się raz do roku choć w Niemczech starcza na 15 lat! Byłem w Niemczech u cioci i zabrałem sobie spodnie robocze z polski, żeby jej pomóc przy pracach w ogrodzie, spodnie miały plamę, która żadnym polskim proszkiem nie chciała się usunąć. Ciocia przypadkowo wyprała mi te spodnie bo myślała że polscy chodzą na co dzień w takich dziadach – patrzę po wypraniu nie ma plamy. Wniosek z tego, że niemiecki proszek spiera plamy, które polski nie da rady sprać.
    A jeszcze jedno na trasie Łódź -> Herford mój Passat B5 1.9 TDI w jedną stronę spalił 6 litrów polskiego ON a w drugą 5 litrów niemieckiego ON. Wychodzi na to że nawet paliwo mają znacznie lepsze, nie mówiąc już o oleju silnikowym, jak sprowadziłem mojego Passata to olej choć miał ostatnią wymianę 20 000 km temu to spuściłem czysty, teraz zmieniałem zalany przez siebie Lotos po 15 000 km był bardziej brudny niż tamten.
    Nie mówiąc o jakości czekolad, jedzenia… ah szkoda gadać…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *