Skąd kupić auto – czy miejsce ma znaczenie?

Czy miejsce skąd pochodzi używany samochód ma znaczenie? W przypadku auta z Polski można zawsze podjechać i spotkać się z osobą, która nim jeździła. W przypadku auta z zagranicy, jest to już praktycznie niemożliwe – tym bardziej z dalszej zagranicy niż Niemcy, do których ludzie jeżdżą dość często. A może większe znaczenie ma miejsce postoju oraz najczęstszego kursowania tym autem?

Z Polski czy zagranicy?

Wiele osób kupując używane auto woli aby było z zagranicy. Powody są następujące:

  • obcokrajowcy bardziej dbają o samochód bo są bogatsi i chce im się dbać (Polacy to flechtuchy oraz niechętnie wymieniają części w autach)
  • za granicą częściej się zmienia auto i to na nowe z salonu, a nie tak jak w Polsce zazwyczaj importuje auta, a średni wiek pojazdów w Polsce to około 15 lat.
  • za granicą są lepsze drogi, więc i auta powinny być mniej zużyte

Na pewno prawdą jest, że na zachodzie częściej zmienia się auta i to na nowe. Toteż ludzie nie inwestują w wymianę części zbyt bardzo, tylko jak już autko ma określony przebieg, po prostu go zmieniają. Taki samochodzik zaimportowany do Polski z pewnością musi zostać doinwestowany poprzez wymianę różnych części.

Trzeba pamiętać, że każda część się zużywa, nawet jeśli auto kursuje po ładnych drogach. Dlatego mimo że drogi, po których poruszało się autko były dobre, po większym przebiegu części w aucie są do wymiany. Obcokrajowiec raczej tego nie będzie robił, tylko sprzeda auto. Dopiero kupujący na rynku polskim musi o to zadbać.

Tak więc trzeba zapomnieć o dobrym aucie z zagranicy, do którego nie trzeba będzie dołożyć określonej sumki. Dodatkowo na polskim rynku niskie ceny pojazdów skłaniają importerów do sprzedawania równie w niskich cenach. Co za tym idzie? Na polski rynek sprowadza się samochody, które musiały być bardzo tanio sprzedane za granicą, a więc były w nie za dobrym stanie. Nie oszukujmy się – cudów nie ma, a tym bardziej nie w handlu używkami.  Często taki samochód w okazyjnej cenie sprzedawany w komisie, z wierzchu dość ładnie wyglądający może mieć poważne uszkodzenia podłogi i być po prostu lekko krzywy. Z reguły kupujący tego nie jest w stanie zauważyć. Nawet czujnik lakieru niewiele mu powie. Auto mogło być uderzone i pokrzywione z wielu stron, ale ktoś sprytnie go zespawał i akurat udało mu się na tyle, żeby samochód mógł być do dalszej odsprzedaży. Niestety prawda  jest taka, że auto po poważnym wypadku za granicą (a już na pewno gdy się po prostu wykrzywią elementy podłogi lub dojdzie do złamania elementów konstrukcyjnych) z zagranicą nie jest dopuszczone do naprawy i dalszego używania. W Polsce natomiast mechanicy potrafią tak złożyć to auto, że sprzedawane jest później jako niebite i bezwypadkowe. Pytanie – czy to sztuka czy głupota i nieodpowiedzialność za ludzkie życie?

Drzewo poznać po jego owocach czyli dobry i zły właściciel?

Czasami dobrego właściciela poznać po… jego ogródku. Często słyszę od znajomych, że oglądali używany samochód u kogoś na ogrodzie i jeśli auto stało gdzieś tam na tyle domu przy stodole brudne, zaniedbane czy nawet nie jeżdżone przez nikogo, to zbytnio nie byli już nim poważnie zainteresowani, bo z reguły takie auta były zaniedbane nie tylko z wyglądu (auto można zawsze umyć włącznie z tapicerką), ale również w nie za dobrym stanie technicznym. Po prostu nikt o ten samochód nie dbał. A kto chce dla swojej żony, córki czy syna kupować na prezent takie auto?

Odwrotna sytuacja jest taka, że czasami auto tak zwanego dziadka czy kobiety, którzy jeździli tylko do kościoła czy na zakupy, może być pozornie idealne, a wewnątrz wiele rzeczy do wymiany. Często za takie auto można zapłacić więcej, bo kupującemu wydaje się, że kupuje ideał. Takie „dziadki” często dbają jedynie o zewnętrzny wygląd auta, natomiast nie zwracają uwagi na zużycie elementów samochodowych, tylko dopiero wtedy jak coś widocznie zacznie się psuć.

Często nawet zainteresowanie w ogłoszeniach w Internecie wzbudzają auta używane, które mają ładne zdjęcia – ładny ogródek, dom i otoczenie. Ludzie chętniej się odzywają i bardziej ufają takim ludziom, bo myślą że samochód musi być na pewno zadbany. Czasami jest to prawda, ale nie należy się tym sugerować. Czasami ktoś może „wypożyczyć podwórko” żeby zrobić wrażenie na kupującym.

Ludzie nie chcą z komisów?

Kupowanie auta z komisu samochodowego to wielka zagadka dla kupującego. Czasami sprzedający może obiecywać cuda na temat samochodów, a w rzeczywistości auto nie jest za dobre. Oczywiście sprzedający musi coś zawsze mieć z pośrednictwa. Przykładowo z auta, które w komisie stoi za max 20 000zł sprzedający musi mieć około 3000zł najmniej. Inaczej nie opłaca mu się takiego auta brać do komisu. Więc jeśli kupujemy takie auto, powinniśmy dobrze się mu przyjrzeć.

Czy komisy są złe czy dobre i na co jeszcze powinniśmy uważać, a jak to wygląda w rzeczywistości dowiesz się z następnego artykułu.

 

4 myśli nt. „Skąd kupić auto – czy miejsce ma znaczenie?

  1. Dariusz

    Na autach trzeba się ZNAĆ. Prowadzę komis samochodowy. Często do mnie przyjeżdżają ludzie, którzy kupili samochód od „osoby prywatnej” z polski lub za granicy, samochód okazał się skarbonką i składanym gratem z kilku przez osoby nie mające pojęcia o naprawach.
    Ludzie! Tak to prawda, komis zarabia na samochodach, ale za to macie pewność że samochód który kupujecie za 35 tysięcy nie jest wart 10 tysięcy a co najmniej 30 a często nawet 40 tylko kupiony jest bardzo okazyjnie!!
    Kupując samochód od osoby prywatnej, której nie zależy na renomie bądź za granicą łatwo kupić auto za 30 tysięcy którego nie odkupi nikt nawet za 15!
    Komis ma swoje miejsce i gdyby raz sprzedał złe auto to informacja szybko by się rozniosła po okolicy! Ludzie w komisach kupują zazwyczaj lokalnie.

    Odpowiedz
  2. Janusz

    Dobre auto z zza granicy to są duże koszta. Sprowadziłem 2 miesiące temu sobie VW Passata z 2002 roku za 4800 EURO z przebiegiem realnym 60000 km. Szukałem go w okolicach Essen przez półtora tygodnia objeżdżając wiele domów… gdybym pracował w Niemczech w swoim zawodzie zarobiłbym przynajmniej z 800 EURO co można doliczyć do kosztów samochodu.
    Wychodzi na to, że dałem 5600 EURO za starego Passata. Znalazłem jednak samochód nie z komisu, ale prywatnego, pierwszego właściciela. Mam udokumentowane wszystko książka serwisową, a dodatkowo fotkę zrobioną przez żonę właściciela jak samochód wyjeżdżał z salonu.
    Malowany był tylko przedni błotnik na co właściciel ma w dokumentacji zdjęcia, na których jest pies którego potrącił (wina była psa) i jest krew psa na błotniku + pies leżący na ulicy i fotka z przebiegu przy jakim się to stało. Błotnik jest wymieniony na nowy i malowany. Nic nie ma podejrzanego.
    Samochód serwisowany w niemieckim ASO.
    Polecam takie auta, ale nie auta po turku albo polaku budowlańcu, który woził nim cementy i teraz sprzedaje okazyjnie za malo EURO!

    Odpowiedz
    1. Wąsacz

      Janusz, weź se strzel w łep i juz nic nie pisz. Ja Ci o każdym aucie potrafie wymyślić taką historię, że mało tego że w nią uwierzysz to jeszcze zaczniesz przekazywać z pokolenia na pokolenie swoim dzieciom.

      Odpowiedz
      1. Janusz

        Sorry ale jak mógł kłamać z tym zdjęciem przy wyjeździe z salonu jak koleś ma na nim dowód przypięty do piersi?

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *